Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty cięte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty cięte. Pokaż wszystkie posty

Majowo, pastelowo, ślubnie - come back! :)

Witajcie!

Długi czas na blogu nic się nie działo i cały ruch przeniósł się na fanpage na Facebooku, przyszedł w końcu czas na odkurzenie tutejszych kątów, w końcu powód zwolnionych obrotów jutro skończy cztery miesiące. :) Z tej okazji przygotowałam kilka zdjęć dzisiejszego zamówienia ślubnego - mieszany, pięknie pachnący bukiet z pastelowych odcieni różu, z dodatkiem bieli i zieleni, ozdobiony piękną koronką. Bukietowi towarzyszy wianek Panny Młodej oraz ozdoba do butonierki dla Pana Młodego. Zapraszam do obejrzenia zdjęć. :)


Najlepsze życzenia dla Nowożeńców!








Ikebana - azjatycki poemat napisany kwiatami

Lubię "starą" Japonię. Podziwiam Japończyków za to, że na przestrzeni wieków z prozaicznych, codziennych czynności potrafili wyczarować prawdziwe rytuały - czy to proste parzenie herbaty, kąpiel, pielęgnacja ogrodu, czy nawet zdejmowanie i zakładanie butów po powrocie i przy wychodzeniu z domu. Po domu panoszą mi się dziesiątki książek o Japonii, sama marzę, żeby kiedyś tam pojechać (lista "musthave-ów" do zwiedzenia powstała dawno temu), co na razie niespecjalnie jest możliwe, ale może kiedyś ;) Nawet w kwestii florystyki to co japońskie było tak naprawdę pierwszym co poznałam i pokochałam, na długo przed tym, zanim w ogóle przyszło mi do głowy podjąć naukę w tej dziedzinie. Dzisiaj krótka opowieść o ikebanie.


Ikebana nie narodziła się w Japonii - jej korzeni należy się doszukiwać raczej w Chinach i Korei, gdzieś na początku VI wieku n.e. jednak ostateczny kształt nadali jej japońscy mnisi - tutaj mała ciekawostka, że w japońskim społeczeństwie, które tradycję szanuje jak mało które, aż do XIX wieku układanie kwiatów było czynnością zarezerwowaną tylko  wyłącznie właśnie dla mnichów buddyjskich. Dziś wiele jest szkół nauczających tradycyjnego japońskiego układania kwiatów, każda z nich ma bogatą historię i tradycję - są też takie, które działają od wielu wieków, kształcąc kolejnych mistrzów.

Tworzenie ikebany - tradycyjne malowidło japońskie
źródło: http://moderntokyotimes.com
Nazwa ikebana dosłownie oznacza "żyjące kwiaty" i wiele mówi o podstawowych założeniach, którymi powinien kierować się człowiek, chcący zgłębić jej tajemnice. Wszystko opiera się na prostym fundamencie trzech linii, reprezentujących ziemię, niebo i człowieka. Ikebana kocha asymetrię i swobodę, nie zamyka kompozycji w ciasnych ramach, zachęca by przede wszystkim zwracać uwagę na indywidualne cechy roślin, nie próbując na siłę ich zmieniać. Tradycyjne kompozycje kwiatowe cechują się prostotą i skromnością, na próżno można tam szukać ostentacji czy wyrafinowania - tradycyjna Japonia unika jak ognia obnoszenia się z bogactwem.

źródło: http://moderntokyotimes.com

Fascynujące w ikebanie jest to jak wiele subtelnych zasad nią rządzi. Tutaj nic nie jest przypadkowe, chociaż czasami właśnie tak wygląda. Rośliny w kompozycjach dobierane są ze względu na porę roku i okazję - na przykład w Nowy Rok główną bohaterką ikebany jest sosna a chryzantema - ukochany kwiat Japończyków - ma swoje święto dziewiątego września. Nawet dobór i rozkład narzędzi do wykonania kompozycji jest z góry narzucony i tylko podkreśla japońską sumienność i niemal rytualne podejście do pracy. 

Każdy z tradycyjnych stylów ikebany charakteryzuje się odrębnymi cechami:

- styl Rikka - "kwiaty stawiane" - tutaj równie ważne jak sama kompozycja jest również naczynie, zdobione i efektowne, całość natomiast jest bardzo statyczna i symetryczna, ulubionymi roślinami w tym stylu są sosna, cedr oraz cyprys, był to ulubiony styl dworu cesarskiego dawnej Japonii, obecnie chętnie stosowany przy okazji świętowania Nowego Roku

- styl Seika - styl stworzony przez szoguna Yoshimasę, kwiaty (ulubione to lilia i róża w towarzystwie aspidistry) układa się w średnich i niskich wazonach, wierzchołki kompozycji tworzą trójkąt - jest to bardzo klasyczny styl, ukazujący maksymalną prostotę - używa się w nim zwykle nie więcej, niż dwóch gatunków roślin na raz - ze względu na bardzo sztywne zasady i ograniczoną liczbę elementów kompozycje w tym stylu są najprostsze do ułożenia (oczywiście jak na ikebanę, która sztuką łatwą bynajmniej nie jest...)

-styl Moribana - dosłownie "spiętrzone kwiaty" - rośliny układa się w płaskich naczyniach, przez co wymagają dodatkowego mocowania - w tym celu stosuje się tak zwane kenzany - ciężkie płytki ołowiane, zaopatrzone w kolce, na które nabija się rośliny, w tym stylu rządni asymetria, nie ma też specjalnych reguł co do ilości elementów

- styl Nageire - "wrzucane kwiaty" - w tym stylu wykorzystuje się wysokie naczynia, w których rośliny ułożone są swobodnie - dość pozorna to swoboda, ponieważ istnieje szereg zasad, rządzących tym pod jakim kątem należy poprowadzić poszczególne linie - w tym celu stosuje się patyczki mocujące - kubari - układane w szyjce wazonu, tak aby skierować rośliny w odpowiednich kierunkach

- styl Heika - tutaj stosuje się głównie wysokie, smukłe naczynia, dzięki czemu nie ma potrzeby stosowania patyczków mocujących ani kenzanów - pierwsze skrzypce grają linie pionowe 

Uff... tyle na temat tradycji. 

Co nowego przyniosły czasy obecne? Poza pielęgnowaniem starych szkół ikebany, powstało wiele nowych - choćby ciekawa Jiyubana, którą pokochałby każdy fan recyclingu. W tym stylu materiałem do budowy kompozycji może być dosłownie wszystko - wystarczy tylko puścić wodze fantazji - szkło, plastik, pióra? W porządku! Całość można uzupełnić, wedle życzenia wykonawcy choćby butelką plastikową lub zużytymi żarówkami. Sztuka nowoczesna wkroczyła również w tradycyjny świat ikebany, :) Na uwagę zasługuje również nowoczesny styl Gigant - są to potężne, wielometrowe instalacje, zwykle wykonane z użyciem długich gałęzi. Są atrakcją wystaw i umilają wystrój wielu hallów japońskich biurowców. Najbardziej znana kompozycja tego stylu powstała w roku 1958, stworzona przez niekwestionowanego mistrza Giganta - Sofu Teshigaharę, w celu uświetnienia wielkiej wystawy w Tokio. Cała instalacja miała 25 metrów wysokości a skonstruowano ją z pni, gałęzi i korzeni drzew zniszczonych w czasie nawałnicy. 

Już wkrótce recenzja pewnej książki, którą można zaklasyfikować jako "naukę podstaw ikebany dla europejskich żółtodziobów" :)
Miłej niedzieli!


O przedłużaniu trwałości kwiatów ciętych słów kilka

Gdy dostajemy lub kupujemy kwiaty do domu zależy nam by jak najdłużej cieszyły nas swoim pięknem. Są  tacy, którzy uważają, że kwiatów ciętych kupować nie warto bo "postoją dwa dni i padną". Ano w końcu padną - ale to jak szybko ten przykry fakt nastąpi zależy w dużej mierze również od nas samych i tego jak się nimi zaopiekujemy.

Dzisiaj kilka złotych rad jak wydłużyć życie kwiatom ciętym.


Żelazna zasada - wodę w naczyniu z kwiatami wymieniamy codziennie - niestety dość często spotykam się z metodą "dostaję kwiaty -> ładuję je do wazonu -> po czterech dniach kwiaty wyrzucam -> woda w wazonie jest obrzydliwa i wylewam ją do WC zatykając nos". Pomijając już kwestie tego, że czterodniowa woda, w której stały kwiaty jest na dobrej drodze do wynalezienia koła i wojen religijnych, że bakterie mnożą się w niej na potęgę, powodując mało estetyczny wygląd całości oraz dość interesujące wrażenia zapachowe, że woda taka na pewno nie jest dobra dla ludzi przebywających w danym pomieszczeniu. Dla trwałości naszych kwiatów taka woda jest przysłowiowym gwoździem do trumny. Dlaczego? Rośliny pobierają wodę wiązkami rozmieszczonymi w łodygach.  Wraz z brudną wodą przenikają do nich bakterie, które działają jak korek odsyłający kwiaty do krainy wiecznego kwitnienia, do której droga wiedzie przez kosz na śmieci.

Kolejnym rytuałem, który powinien wejść w krew przy kwiatach ciętych jest podcinanie ich przy każdej zmianie wody. I nie chodzi o podcinanie "byle czym i byle jak" - zasada jest prosta - łodygi podcinamy maksymalnie ostrym nożem (od zarazy, wojny, głodu i nożyczek chroń nas Panie Boże! ) pod kątem 45 stopni - w ten sposób roślina jest w stanie najefektywniej pobierać wodę. Dlaczego nóż a nie nożyczki? Sprawa jest prosta - nożyczki przy obcinaniu miażdżą wiązki przewodzące w łodygach - tylko przy stosowaniu noża i odpowiedniego kąta cięcia pozostają one maksymalnie otwarte. Z tego samego powodu złotą "szamańską" radę o tym, że łodygi kwiatów należy rozbić na końcach młotkiem należy zaklasyfikować jako mit i ostatecznie wyrzucić go z głowy. 

Często widuję kwiaty w wazonach "upchnięte" tam na siłę, z liśćmi pod wodą, zalane po brzeg naczynia lub z minimalną ilością wody na dnie. W wodzie nie ma prawa znajdować się nic poza samymi łodygami - każdy zatopiony liść to porcja gnicia, porcja gnicia to porcja bakterii, natomiast każda dodatkowa porcja bakterii to skrócenie życia naszym kwiatom. Przy układaniu kwiatów w wazonie przyjrzyjmy się im i usuńmy nożem wszystkie liście, które zatopią nam się pod poziomem wody - rośliny będą wdzięczne.
Poziom wody w wazonie też ma znaczenie i zależy od tego co do danego wazonu chcemy włożyć. Zasada ogólna mówi, że kwiaty o łodygach gładkich, bez meszków i włosków (choćby róże) lubią stać w wodzie po kolana, a te, które mają łodygi owłosione (jak gerbery) wolałby zamoczyć jedynie stopy. Wyjątki zdarzają się tutaj tak jak w każdej dziedzinie - cantedeskia (z uporem maniaka nazywana przez wiele osób kalią lub o zgrozo! "kantedeską") w głębokiej wodzie koncertowo gnije a łodygę ma gładką. 

Do wody warto dodać "wspomagacze" - domową metodą można wykonać odżywkę do kwiatów rozpuszczając w jednym litrze czystej wody:
- 1 łyżkę cukru
- 2 łyżki soku z cytryny (lub pół łyżeczki kwasku cytrynowego)
- ćwierć łyżeczki środka do dezynfekcji na bazie podchlorynu sodu (chociażby Domestos) - tak, to nie jest żart ;)

Jeśli nie mamy ochoty na eksperymenty chemiczne możemy zakupić gotowe odżywki w formie proszku do rozpuszczania w wodzie. Odżywki gotowe są o tyle wygodne, że można je nabyć w małych saszetkach, idealnie przygotowanych do rozpuszczenia w litrze wody. Dzięki nim woda pozostaje przejrzysta, hamują rozwój bakterii, poprawiają parametry wody i jeśli wierzyć zapewnieniom producentów mają również wpływ na wybarwianie się i zapach kwiatów.


Na to jak długo będziemy cieszyć się kwiatami ciętymi ma również wpływ miejsce, w którym je ustawimy - kwiaty cięte nie lubią zbyt nasłonecznionych i zbyt ciepłych miejsc. Nie lubią też towarzystwa... owoców. Owoce wydzielają szkodliwy dla kwiatów etylen, który dla roślin jest "gazem starzenia się" - z tego też powodu martwe natury z koszem owoców i wazonem z kwiatami lepiej jest pozostawić na płótnach i nie powielać ich w domach, ponieważ dla tych drugich nie skończy się to najlepiej.
Etylen wydzielają również umierające kwiaty, dlatego ważne jest systematyczne usuwanie z bukietów kwiatów które swój żywot definitywnie zakończyły. Jest on również obecny w dymie papierosowym - ot kolejny powód do niepalenia, a już na pewno do niepalenia w mieszkaniu ;)

Polecam z całego serca zmianę nawyków w opiece nad kwiatami ciętymi - z zastosowaniem tych rad cieszyłam się moim bukietem ślubnym z frezji i storczyków prawie dwa tygodnie, imieninowymi i urodzinowymi różami i goździkami czasami nawet ponad dwa tygodnie, a anturium od Teściów prawie cały miesiąc.
Zgadzam się, że wydanie 8 zł na różę, która "postoi dwa dni i padnie" to może nie wyglądać na opłacalne, ale na taką, która pocieszy nasze oczy dwa tygodnie to już raczej dobry interes - wystarczy trochę dobrych chęci.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...